poniedziałek, 14 marca 2016

Praktyki w ambasadzie - co i jak? Nocleg, transport, kieszonkowe.

Jeśli śledzicie bloga, z pewnością wiecie już, że dwa lata temu spędziłam miesiąc na praktykach studenckich w Ambasadzie RP w Tallinnie. O tym jak dostać się na takie praktyki mogliście przeczytać TUTAJ. Wbrew pozorom, to wcale nie jest nic skomplikowanego, a możecie zapewnić sobie świetną pozycję w CV oraz zdobyć niezwykle cenne doświadczenie. Będzie to również dla Was przygoda życia. Gwarantuję. I gorąco polecam. Ja z rozrzewnieniem wspominam mój wyjazd do dzisiaj.


Kiedy dostałam już ostatniego, oficjalnego maila potwierdzającego akceptację mojej kandydatury skakałam do sufitu. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej słuchałam moich znajomych, którzy planowali wyjazd do dalekich krajów Azji (również do ambasad) i zazdrościłam im tego uporu i chęci poznawania świata. Nigdy mi tego nie brakowało, jednak najtrudniejsze w tym wszystkim wydawało mi się "rozpoczęcie ogarniania wszystkiego". Pewnego dnia po prostu wróciłam wieczorem do domu, usiadłam na kanapie, wzięłam na kolana laptopa i napisałam maila. O sobie, o tym dlaczego ja, dlaczego chcę wyjechać i jak wiele to dla mnie znaczy. Rozesłałam go do... bardzo wielu placówek; i czekałam na odpowiedź.


Tak już mam, że pierwsza myśl, pierwsza decyzja jest u mnie zawsze ostateczna. W tym przypadku nie było inaczej. Pierwsza odpowiedź przyszła z Estonii. Uprzejma, zapraszająca. Od razu wiedziałam, że to tam spędzę najlepszy miesiąc w 2014 roku. Tak też się stało.


Bez tytułu
Miesiąc poza domem oznaczał konieczność zorganizowania sobie noclegu. To co powinniście wiedzieć o tego rodzaju praktykach - ambasada nie ma obowiązku zapewnienia Wam noclegu. BA. Nikt Wam nawet nie musi pomagać go szukać. Wszystko leży tylko w dobrej gestii dyplomatów z którymi wymieniacie korespondencję. Ja otrzymałam wiele cennych wskazówek. Ostatecznie jednak skorzystałam ze strony AIRBNB, dzięki której wynajęłam kawalerkę (dokładnie 12m2), niedaleko centrum Tallinna.


Bez tytułu dfbx


Kolejna kwestia to dojazd na miejsce. Miałam dwie opcje - autokar albo samolot. Taniej byłoby oczywiście drogą lądową, jednak przejazd obejmował przesiadkę na Litwie lub w Łotwie. Nie byłam zbyt przekonana, tym bardziej, że byłyby to godziny nocne, a jechałabym sama, taki kawał drogi, bez żadnego męskiego osobnika przy boku. Moja Mama także skreśliła tę opcję na wejściu. Pozostał samolot. Jedyne bezpośrednie połączenie z Warszawy do Tallinna oferował LOT. Codziennie sprawdzałam ceny biletów, które spadały jedynie o kilka złotych. Zmuszona zbliżającym się terminem wyjazdu, nie mogłam już dłużej czekać i zabookowałam bilety za najniższą wówczas cenę.


Bez tytułucgrte
Obowiązkowo musiałam też uzupełnić garderobę. Jeśli nie wiecie, to wszystkich przedstawicieli państwa obowiązuje tzw. protokół dyplomatyczny, który zakłada określone cechy wymaganego dress code'u. W moim przypadku koniecznością był zakup eleganckich koszul (których niestety nie lubię), spódnic do kolan lub za kolano, butów z obcasem od 3cm w dół, a także marynarek.


Bez tytułuc ed
Najważniejsza kwestia to "kieszonkowe". To jednak miesiąc w kraju w którym obowiązuje EURO i nie można przeliczać wszystkiego na złotówki. To trudne, sama się na tym co chwilę łapałam. Na swój wyjazd odkładałam pieniądze przez pół roku i mogę teraz powiedzieć, że były to chyba najlepiej wydane pieniądze w moim życiu :)


KOSZTY WYJAZDU:




  1. Nocleg: ok. 360 euro za miesiąc.

  2. Samolot w dwie strony: 225 euro.

  3. Kieszonkowe: łącznie wydałam około 400 euro
    (nie oszczędzając i nie odmawiając sobie zwiedzania).


RAZEM: 985 euro/ 3940 zł

14 komentarzy:

  1. Wow! Super przeżycie! A jak kwestia z językiem? Umiesz dobrze angielski? A nie chciałaś praktyk w Stanach?:) Ohhhh moje marzenie:) Mam bzika na punkcie tego kraju. Tak zazdroszcze tym, którzy maja tam rodzine lub jakikolwiek punkt zaczepienia...ja oprocz znajomosci jezyka nie mam nic:/ A Tallin?:) Z Estonia kojarzy mi sie tylko Vanilla Ninja:))) Swoja droga notka bardzo fajnie opisana i co do podliczen to jestem milo zaskoczona. Myslalam,ze bedzie drożej:) Pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń
  2. AleFrankowska14 marca 2016 12:49

    Z angielskim u mnie bardzo dobrze ;) Stany... trochę za daleko jak na pierwszy samotny wyjazd. Może kiedyś, kto wie :) Tallinn za to skradł moje serce :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak jest w Tallinnie?"Dużo tam zwiedzilas? Na czym polegala Twoja praca? Pracowalas z Polakami? :):D Estończycy sa ponoc przystoni ;) To prawda? ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. AleFrankowska15 marca 2016 11:49

    Tallinn jest mały, ale urokliwy, cudowny :) Za jakiś czas pojawi się szerszy artykuł o tym mieście i moich zajęciach w ambasadzie :) Nie chciałabym spamować :) Moge powiedzieć, że to był najlepszy miesiąc mojego życia, bardzo pracowity :) Pracowałam głównie z Polakami, ale nie tylko. Co do Estończyków... nie są przystojni :D Przynajmniej ja nie trafiłam na takich, ale są bardzo uprzejmi :D

    OdpowiedzUsuń
  5. O jejku jak miło!:) Mam tyle pytań,ale to zapytam przy kolejnym poście:) Czekam z niecierpliwością:))) A co do uprzejmości...chyba tylko Polacy są mało uprzejmi dla cudzoziemców...cóż mentalność:)

    OdpowiedzUsuń
  6. A moge Ci zadać jeszcze jedno pytanie? W opisie "o sobie" napsiałaś,że jesteś bardzo związana z Kielcami:) Można wiedzieć dlaczego?:) Ja tam studiowałam licencjat:) A na razie zrobiłam sobie przerwe:) Musze zastanowic sie na co chce iść i czy w ogóle chce:) Pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
  7. AleFrankowska15 marca 2016 13:01

    Zgadzam się, jesteśmy bardzo uprzedzonym narodem. Estończycy podchodzą do wszystkiego z dużym dystansem, ale są bardzo mili :) Jeśli masz pytania, zapraszam na Facebooka i kontaktu przez wiadomość prywatną lub e-mail :) Chętnie odpowiem :)

    OdpowiedzUsuń
  8. AleFrankowska15 marca 2016 13:02

    Urodziłam się w Kielcach (stamtąd pochodzi moja Mama), ale całe życie spędziłam we Włocławku :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj tak, Polacy są strasznie uprzedzeni i NIGDY sie nie uśmiechają. Jaby żyli za kare:) Byłam w kilku krajach i wszedzie ludzie są otwarci, mili, cieszą się,że ktoś odwiedził ich kraj a tu...niestety patrza na każdego jak na uchodzce, który chce wszystkich pozabijać. Noi kwestia z jezykiem...zero,zero umiejetnosci...jak cudzoziemiec chce sie tu dogadac koniecznie musi umiec polski:)))

    OdpowiedzUsuń
  10. Oooo i nie chciałaś tam studiować?:) Nie podoba Ci sie tam pewnie:))) We Włocławku studiowałaś? A powiedz mi umiesz angielski bardzo dobrze, gdzie sie go nauczyaś?:) Kończyłaś moze jakieś studia czy coś?:)))

    OdpowiedzUsuń
  11. AleFrankowska15 marca 2016 13:20

    Zawsze myślałam o Poznaniu i tutaj jestem przez cały okres studiów, a Kielce bardzo lubię :) Często przyjeżdżam do mojej rodzinki. Angielskiego uczyłam się głównie dzięki prywatnym lekcjom ;) Bardzo dużo dała mi metoda Callana, bazująca głównie na konwersacjach. Pokonujesz barierę mówienia, która była u mnie dużym problemem.

    OdpowiedzUsuń
  12. Dziękuje Ci bardzo serdecznie za wszelkie odpowiedzi:))))) Jesteś Kochana:))

    OdpowiedzUsuń
  13. Witam, przez przypadek wpadłem na Twojego Bloga. Piszę po... poradę :) Jestem absolwentem stosunków międzynarodowych i obecnie na etapie poszukiwania pracy. Jestem również na praktyce w MSZ i się zastanawiam co mógłbym zrobić aby zaczepić się gdzieś w dyplomacji... Niestety rekrutacje w MSZ są przeważnie wewnętrzne i ciężko osobie z zewnątrz tam zostać. Mogłabyś coś doradzić ?

    OdpowiedzUsuń
  14. AleFrankowska21 marca 2016 15:21

    Cześć Artur! Skoro robisz obecnie praktyki w MSZ z pewnością wiesz o aplikacji dyplomatyczno-konsularnej. To najlepszy sposób na otrzymanie posady w dyplomacji. Wymogiem jest jednak znajomość dwóch języków obcych na poziomie co najmniej B2. Wiem, nie odkryłam tym przed Tobą Ameryki.
    Masz rację co do rekrutacji wewnętrznych. Tutaj jednak może zadziałać tzw. networking. Szukaj kontaktów, przedstawiaj się ludziom i wciskaj swoje wizytówki ;) Wiesz, że jako absolwent masz możliwość wyjechania na praktyki lub wolontariat do Ambasady RP,prawda? Podczas mojego pobytu w Tallinnie, słyszałam o mężczyźnie, który wyjechał do ambasady w jednym w krajów bałtyckich właśnie w ramach wolontariatu. Został na dłużej (zaproponowano mu pracę). ALE. Pamiętaj, że zdobycie pracy w ambasadzie w ten sposób lub poprzez konkurs (są często organizowane na stronie MSZ), po 4 latach wracasz do Polski i nie masz pracy. MSZ nie ma obowiązku zatrudnić Cię w swoich szeregach, bo nie masz aplikacji (i najczęściej tego nie robi - najlepszym przykładem był chociażby Passent).
    Podsumowując - wszystko się da ;) Szukaj kontaktów i składaj dokumenty na aplikację! Stamtąd już droga do dyplomacji będzie znacznie krótsza. Gdybyś miał jeszcze pytania, pisz na maila: ale.frankowska@gmail.com :) POWODZENIA!

    OdpowiedzUsuń