czwartek, 31 marca 2016

Moja dieta cud, czyli jak schudłam 12kg

Od kiedy pamiętam, zawsze miałam tu i ówdzie trochę więcej niż moje rówieśniczki. Nigdy nie byłam otyła, jednak nie byłam też szczupła. Marzyłam by na mojej drodze pojawiła się prawdziwa dieta cud. Porównałabym siebie do małego pączka z połową nadzienia, bo cały to już za dużo. Do pewnego momentu mi to nie przeszkadzało, jednak przyszedł i taki czas, kiedy chciałam podobać się już nie tylko sobie. Moja Mama śmieje się często, że zawsze byłam na diecie. Takiej od jutra. Czasami udało mi się schudnąć 2-3 kg, które od razu wracały. Efekt jojo był bardzo frustrujący. Moją największą zmorą od zawsze była miłość do słodyczy. Niestety nie należę do szczęśliwej grupy osób, które w genach otrzymały dar pięknej sylwetki mimo zjadania na śniadanie, obiad i kolację CZEKOLADY. A znam takie osoby :) W zeszłym roku coś we mnie pękło i powiedziałam sobie słynne "teraz, albo nigdy". Oto moja dieta cud.


To były walentynki. Data była przypadkowa, ale być może dlatego tak dobrze ją zapamiętałam. Tego dnia zaczęłam swoją dietę, którą kontynuowałam mniej więcej do czerwca/lipca, a więc prawie pół roku. Udało mi się schudnąć 12kg i było to najlepsze,co w tamtym czasie mogłam zrobić dla siebie samej i dla mojego organizmu. To było pół roku pełne wielu wyrzeczeń i walki samej ze sobą, kiedy już nie dawałam rady. Efekty nie zawsze były spektakularne, a jak to ja - oczekiwałam ich jak najszybciej... W końcu to miała być dieta cud! Może zacznę od początku :)


photo-1457347876270-97799484c564


Pewnego dnia na uczelni zobaczyłam moją znajomą, która przeszła niesamowitą metamorfozę. Kiedy mijała mnie na korytarzu i mówiła mi "cześć", na początku nie wiedziałam kto to. Schudła tak bardzo, że wyglądała jak inna osoba. Podziwiałam ją za determinację i spektakularny wynik jaki osiągnęła. Za każdym razem kiedy ją widziałam, zastanawiałam się jak jej się to udało. W styczniu nie mogłam już wytrzymać i zapytałam wprost, a ona podała mi numer telefonu do pewnego "magika", który zmienił już życie wielu osób. Jak się później okazało, także i moje. To właśni w tym miejscu zaczęła się moja przygoda - dieta cud.


Nie bez przyczyny użyłam słowa "magik". To co dzieje się z ciałem podczas diety to prawdziwa magia. Oczywiście mam na myśli dietetyka. Kiedyś miałam już przygodę z odchudzaniem przy pomocy specjalisty, jednak nie pilnowałam swojej wagi po zakończeniu kuracji i kilogramy znów wróciły. Tym razem miało być inaczej. Zadzwoniłam i umówiłam się do "magika" właśnie na 14 lutego 2015 roku.


photo-1453179592584-e2587867cfff


Obawiałam się tej wizyty. Najbardziej przerażało mnie chyba wejście na wagę i zmierzenie się z największym lękiem - numerkiem na małym, szklanym ekranie. Miałam mnóstwo pytań, wraz z najważniejszym na czele - nawet jeśli schudnę, co mam zrobić, żeby waga nie wróciła?


"Magik" okazał się szalenie kompetentnym człowiekiem. Odpowiadał cierpliwie na każde moje pytanie, już na wstępie zaznaczając, że dieta cud nie istnieje. Zważył mnie i zmierzył, a także pocieszył pytają "Tak naprawdę to czemu chce Pani schudnąć? Przecież waga jest w porządku". Wadą i jednocześnie zaletą mojego ciała jest fakt, że ono tyje całe. Jestem proporcjonalna. Nigdy nie miałam tylko wielkiego brzucha, albo tylko serdelkowych nóg. Od dziecka wszyscy mówili mi, że mam grube kości (w rzeczywistości nie ma czegoś takiego :) ).


Po przeprowadzeniu wstępnego wywiadu na temat chorób, predyspozycji, historii "mojego dotychczasowego odchudzania" przyszedł czas na ustalenie menu. To co najbardziej mi się podobało, to indywidualne podejście. Dieta została ułożona zgodnie z moim planem zajęć, dzięki czemu nie musiałam się martwić, że nie zdążę zjeść jakiegoś posiłku. Musicie wiedzieć, że największy efekt przynosi przede wszystkim regularne spożywanie posiłków (w moim przypadku co 2-3 godziny).


Wiele osób twierdzi, że nie pójdzie do dietetyka z dwóch powodów. Po pierwsze, bo za drogo - moja wizyta kosztowała 80zł, a chodziłam raz na miesiąc/półtora, jedynie po zmianę diety i monitorowanie wyników. Po drugie, ponieważ menu jest zawsze skomplikowane, a składniki kosztują tyle, że nie będzie ich na nie stać. Szczerze? Będąc na diecie, wydawałam na jedzenie mniej niż teraz, kiedy wróciłam do normalnego jedzenia. Posiłki były proste, nic wymyślnego, a dietetyk ułożył dietę tak, abym mogła jeść rzeczy które lubię, lub te, które akurat mam w lodówce (np. pierogi świąteczne od babci).


Moja dieta cud:




  1. Ostatni posiłek 2 godziny przed snem.

  2. Zakaz piwa i napojów gazowanych.

  3. Jak najmniej soli i całkowita eliminacja cukru, majonezu i śmietany.

  4. Mięso smażone na 1 łyżce oliwy.

  5. Czarna kawa.

  6. Nie wolno ważyć się w domu :)


photo-1422246478030-ac94dfdc1dae

Najgorsze były dwa pierwsze tygodnie. Mój żołądek musiał się przyzwyczaić do regularnych posiłków i mniejszych porcji. Szczerze mówiąc, chodziłam często głodna. Etap ten jednak szybko minął. Tak bardzo wkręciłam się w rytm diety, że każdego dnia przygotowywałam sobie obiady na kolejny dzień, robiłam zdrowe zakupy. Różnicę zaczęłam widzieć nie tylko po ubraniach, ale także po mojej cerze. Skóra na twarzy stała się bardziej jędrna, zniknęły krostki i wypryski z którymi często się borykałam. Miałam więcej siły i energii. To o czym musicie wiedzieć, to fakt, że podczas diety chodziłam jedynie 1-2 razy w tygodniu na aqua aerobic. Niespecjalnie lubię inne sporty. Woda natomiast to mój żywioł i najchętniej codziennie chodziłabym na basen. To była naprawdę dieta cud.


Pierwsza kontrolna wizyta, po niemal półtora miesiąca powaliła mnie na kolana. Schudłam 6kg. To był najbardziej motywacyjny kop w cztery litery jaki mogłam dostać. Wiedziałam, że to nie koniec. Moim celem było minimum 10 kg. Kolejne wizyty u dietetyka są konieczne, ponieważ wraz z utratą wagi zmienia się zapotrzebowanie energetyczne naszego organizmu, dlatego dieta musi być modyfikowana.


Mijały kolejne miesiące i dieta cud sprawiły, że na wadze zobaczyłam minus 12 kg. Uznałam, że póki co - wystarczy. Największy szok przeżyłam pewnego dnia, kiedy postanowiłam przejrzeć swoją garderobę. Wszystko było za duże... Nie kupowałam nic nowego, ponieważ nie wiedziałam jeszcze na jakim etapie będę chciała zakończyć odchudzanie. Sprzedałam dużą część ubrań. Niektóre widnieją jeszcze w OLX (link TUTAJ), a reszta leży, ponieważ nie mam czasu zrobić zdjęć.


photo-1455753141069-7f1d73813b22


Dietę zakończyłam w lipcu 2015 roku. Łącznie zrzuciłam 12kg, a także po 10cm w talii i w biodrach. Czuję się nie tylko szczuplej i zdrowiej, ale przede wszystkim piękniej. Wreszcie mogę wymieniać się ubraniami z moją Mamą, która jednak w genach odziedziczyła dar "szczupłości". Jeśli w dalszym ciągu wahacie się, myślicie, że nie dacie rady, weźcie się w garść. Później może być za późno. Kontrola dietetyka jest bardzo ważna, ponieważ dbacie przede wszystkim o swoje zdrowie. Dieta cud może być pyszna i może TOTALNIE zmienić Wasze życie.


Teraz jem normalnie, a moja waga stoi raczej w miejscu. Zdarzają się pewne zmiany, związane np. z okresem świątecznym, jednak wszystko jest dla ludzi. Korzystam z ciekawych przepisów, artykułów oraz kalkulatorów, zamieszczonych na stronie JestemFit, którą bardzo Wam polecam. Jest tam także wiele ciekawych dyskusji, for wsparcia dla odchudzających się osób, które mogą dzielić się swoimi efektami i obawami z innymi. Znajdziecie tam wszystko czego potrzebujecie, aby zapewnić organizmowi zdrową i zrównoważoną dietę.


Pamiętajcie, że każdy dodatkowy kilogram obciąża nasz kręgosłup, który i tak już się nadźwigał tornistrów w czasach szkolnych. To Wy decydujecie o tym, jak będzie wyglądało Wasze życie. Dieta cud tak naprawdę nie istnieje. Ja jednak swoją przemianę tytułuję w ten sposób, ponieważ wreszcie udało mi się osiągnąć to, na co czekałam tak bardzo długo.


___________________________________________________________________
Jeśli spodobał Ci się ten artykuł, koniecznie kliknij TUTAJ i daj znać, że tutaj byłaś/byłeś poprzez Lubię to :)


Na Facebooku trwa też konkurs :) To wygrania kosmetyki Yves Rocher!
Szczegóły TUTAJ.


12928295_1724433241167009_2835361760664494009_n

16 komentarzy:

  1. Trafiłam tu przez przypadek...i muszę powiedzieć że chyba poważnie się zastanowię nad wizytą u takowego "magika". Jednak muszę się nie zgodzić z jednym. Istnieje coś takiego jak "gruba" kość. Ja jestem tego znakomitym przykładem. Moje kostki, łydki, nadgarstki, palce u rąk czy stopy zdecydowanie przypominają bardziej męskie niż kobiece elementy ciała.

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękny efekt! Gratulacje! Ja schudłam ostatnio aż 10kg, ale bez jakiejkolwiek diety... niezdrowo... Praca, dużo ruchu, dużo stresu, mało jedzenia... Odbija się to niestety na moim samopoczuciu, ale cieszę się, że z pulpeta robi się ze mnie pulpecik :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Czesc😊 tez jestem z Poznania i mam podobny problem, jak Ty mialas. Dasz namiar na tego "magika"?😄

    OdpowiedzUsuń
  4. Super post, naprawdę przydatny! Sama jestem osobą, która non stop boryka się z efektem jojo i jestem taką "Zosią samosią" "ja sama dam sobie rade" etc. Może dzięki Tobie się to zmieni, zobaczymy. Dam sobie miesiąc, jeżeli po tym czasienic się nie zmieni to idę do dietetyka. Bardzo motywacyjnie to wszystko przedstawiłaś :) Dziękuję

    OdpowiedzUsuń
  5. AleFrankowska31 marca 2016 10:07

    Trzymam kciuki, powodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. AleFrankowska31 marca 2016 10:08

    Napisz maila lub wiadomośc prywatną na facebooku :)

    OdpowiedzUsuń
  7. AleFrankowska31 marca 2016 10:08

    Piątka Kasiu! :) życze wytrwałości :)

    OdpowiedzUsuń
  8. AleFrankowska31 marca 2016 10:10

    U mnie raczej sugerowano, że grube kości sprawiają, iż nie widać żadnego efektu odchudzania :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Właśnie brakuje mi takiego kopa jak dietetyk, narazie próbuje sama i w miarę się pilnuje ale jak braknie mi sił to udam się do Naszego miejscowego dietetyka z Naturhouse

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej, Ile płaciłaś za dietetyka? Też bym się z chęcią wybrała, ale z tego co patrzyłam to koszty są ogromne.

    OdpowiedzUsuń
  11. Napisałam dokładnie w artykule, 80zł :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie polecam Naturhouse. Owszem, dostajesz dietę, ale musisz też pić sztuczne mieszanki, koktajle i inne badziewia. Sama chemia. Znajdź lepiej w okolicy dobrego dietetyka z prawdziwego zdarzenia lub technologa żywności i żywienia człowieka :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Tylko nie Naturhouse! Tam nie pracują dietetycy, oni nawet nie muszą mieć wykształcenia związanego z żywieniem człowieka czy medycyną! Przyjmują tam każdego :(((

    OdpowiedzUsuń
  14. Gratuluję takiego wyniku :) Ps. masz ślicznego bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Możesz podać namiary na swojego magika? ;)
    Suoer wynik :))

    OdpowiedzUsuń