niedziela, 17 kwietnia 2016

Typowy dzień praktyk w ambasadzie

Przyszedł już czas, aby trochę więcej opowiedzieć Wam, jak wyglądał czas, który spędziłam w Tallinnie, uwzględniając moje obowiązki jako praktykanta w ambasadzie. Nie będę mogła przytoczyć wszystkich szczegółów, ale postaram się odpowiedzieć na większość Wasze dotychczasowe pytania. Mam nadzieję, że ten artykuł jeszcze bardziej zachęci Was do aplikowania na stanowiska praktykantów w placówkach dyplomatycznych.



W ambasadzie dzień zaczyna się o 8:00


Pracę w ambasadzie zaczynałam o godzinie 8:00. Każdego dnia wstawałam więc w granicach 7:00, żeby jeszcze uprasować sobie eleganckie, choć mało wygodne wdzianko. Właśnie napisałam 10 linijek na temat dress code'u, ale uznałam, że poświęcę temu osobny artykuł, bo w końcu tutaj mamy rozmawiać o zajęciach praktykanta, a nie o garderobie. Wracając. Do ambasady miałam wyjątkowo blisko. Tallinn jest stosunkowo małym miastem (chociaż moim znajomi z Baltic Sea Summer School twierdzili inaczej - tak, w trakcie pobytu udało mi się przez tydzień uczestniczyć w swego rodzaju wymianie studenckiej, wszystko dzięki ambasadzie). Wystarczyło 20 minut spacerem i już byłam na miejscu. Po drodze nie musiałam nawet zaopatrywać się w prowiant na cały dzień, ponieważ w ambasadzie pracowały również Panie, które zajmowały się nie tylko sprzątaniem, ale gotowały również obiady. Codziennie za kwotę 0,5 - 1 euro można było zjeść pyszną, sycącą zupę lub inny przysmak. Wszyscy przy stole rozmawiali wtedy głównie po rosyjsku, nawet ze mną, chociaż znam może trzy słowa :) Znów odbiegam od tematu... dobrze, docierałam więc pod ambasadę na godzinę 8:00, dzwoniąc do drzwi wejściowych i czekając, aż ktoś wpuści mnie do środka. Do ambasady nie można wejść ot tak sobie. Trzeba być albo pracownikiem, albo mieć ważny powód, a najlepiej być wcześniej umówionym.



"Zapnij rozporek, bo dzisiaj nie wtorek"


Najzabawniej wspominam mój pierwszy dzień praktyk, kiedy zestresowana dotarłam na miejsce. Wówczas poznałam opiekuna praktyk, który oprowadził mnie po całym budynku i przedstawił poszczególnym osobom. Pan Konsul zaprosił mnie na rozmowę do swojego gabinetu i opowiadał o swojej pracy, a także o tym w czym będę mogła mu pomóc. Po chwili przyszedł do nas również Pan Ambasador, który także włączył się w rozmowę siadając na wprost mnie. W pewnej chwili zaczął dawać mi dziwne sygnały, jakby chciał mi coś powiedzieć. Zestresowana Ola kompletnie nie zrozumiała aluzji, a kiedy wychodziliśmy już od Pana Konsula z gabinetu, Pan Ambasador dyskretnie szepnął mi na ucho 'rozporek'... Nie możecie sobie wyobrazić jak było mi wstyd, kiedy okazało się, że zepsuł mi się rozporek w spodniach :):):):) Po tym dniu, codziennie byłam już w Ambasadzie w spódnicy lub sukience. Pan Ambasador jeszcze tego samego dnia zajrzał do mnie i zapytał czy wszystko ok i czy się nie gniewam :) Złoty człowiek :) Ta sytuacja pomogła mi trochę przełamać barierę, w końcu i tak już zrobiłam z siebie... nie powiem kogo :)



MSZ.GOV.PL


Każdy dzień praktyk w ambasadzie był inny, jednak początki zbytnio się nie różniły. Dostałam własne biurko, a ponieważ komputer potrzebował trochę czasu aby się włączyć, robiłam sobie w tym czasie kawę, której nie zdążyłam wypić w domu. Odpalałam pocztę, sprawdzając czy nie mam maili od któregoś dyplomaty z prośbą o wykonanie jakiegoś zadania. To był dla mnie szok, kiedy pierwszego dnia praktyk dostałam własnego maila z końcówką msz.gov.pl. Oczywiście była to skrzynka tylko do użytku ambasady. Ani mama, ani znajomi nie mogli wysłać do mnie na nią wiadomości.


DSCN2564-001


Moje najczęstsze zadania podczas całego dnia praktyk, to były prasówki. Dostawałam przetłumaczone informacje z estońskich mediów, które trzeba było jak najbardziej skrócić i każdego dnia wysyłać do Rzecznika Prasowego MSZ. Zdarzało się też, że tłumaczyłam teksty z angielskiego na polski lub odwrotnie, głównie ekonomiczne. Jedno z moich zadań polegało także na pomocy dla działu kulturalnego. Szukałam określonych informacji i zdjęć na temat Roku Jana Karskiego.



Wielkie wyjścia


Nie myślcie jednak, że praktyki polegają na siedzeniu przez 8 godzin w budynku ambasady. Niemal każdego dnia nadarzały się okazje by poznać z bliska świat dyplomacji. Prelekcje, konferencje, spotkania. We wszystkim tym brałam udział, na tyle na ile było to możliwe. Z kilku konferencji musiałam pisać sprawozdania. Wszystkie były oczywiście po angielsku, a ja siedząc w jednym z pierwszych rzędów skrupulatnie notowałam wszystkie informacje, które udało mi się wychwycić, aby tylko napisać porządną notatkę. Urokiem tego typu spotkań były późniejsze poczęstunki. Nie kryłam zdziwienia kiedy po konferencji dotyczącej podpisania umowy stowarzyszeniowej Gruzji, Ukrainy i Mołdawii z UE, poczęstowano mnie pralinami z szafranem, winem i milionem innych, pysznych łakoci. Te spotkania były dla mnie też bardzo stresujące, ponieważ opiekujący się mną Sekretarz lubił stawiać przede mną nowe wyzwania. Często z zaskoczenia przedstawiał mnie ambasadorom i innym pracownikom dyplomatycznym obcych krajów, a ja robiłam się czerwona, bojąc się, że nie zrozumiem co do mnie mówią. Mimo wszystko, wszyscy pracownicy naszej ambasady cierpliwie odpowiadali na miliony moich pytań i wątpliwości. 



Napisz coś mądrego


Każdy praktykant przez cały okres swojej pracy musi przygotować pracę pisemną. Jest ona później wysłana do MSZ, w celu weryfikacji, że jednak na praktykach nie parzyło się kawy, a aktywnie uczestniczyło w życiu dyplomatycznym. Było mi bardzo trudno wybrać temat, ponieważ powinien być on związany z miejscem w którym się znajdujemy. Estonia była mi zupełnie obca. Wertując strony internetowe, natknęłam się na informacje na temat cyberataków na strony rządowe, o które podejrzewano Rosję. W Estonii znajduje się także Centrum Cyberobrony NATO, w którym pracuje kilku Polaków. Stąd też wziął się mój temat pracy "Cybernetyczny wyścig zbrojeń - czy grozi nam cyberwojna?".



Dyplomata też człowiek


Nie brakowało również rozrywki. W trakcie mojego pobytu swoją misję dyplomatyczną kończył właśnie Pan Ambasador. Miałam więc przyjemność wziąć udział w przyjęciu pożegnalnym dla wszystkich pracowników ambasady. Obowiązywał oczywiście dress code, na wszystkich czekał szampan i wino, a także przepyszny catering. Było to przyjęcie stojące, a ja pierwszy raz zobaczyłam jak to wszystko wygląda od kuchni. Znów bardzo się stresowałam, ale było naprawdę sympatycznie. Wszyscy byli wyluzowani, jednak dało się odczuć podniosłą atmosferę.


DSCN2609


Dzień przed moim wyjazdem żegnałam się ze wszystkimi pracownikami. Przyniosłam ciasto i odebrałam zaświadczenie i drobny upominek z rąk Pana Ambasadora. Nie ukrywam, że miałam łzy w oczach opuszczając ten budynek i ludzi, którzy okazali mi tyle serca i zaopiekowali się mną niczym rodzice. Wieczorem wybrałam się jeszcze na koncert arii operowych w towarzystwie opiekuna moich praktyk i w ten sposób zakończyłam mój miesiąc w Estonii.


 ___________________________________________________________________
Jeśli spodobał Ci się ten artykuł, koniecznie kliknij TUTAJ i daj znać, że byłaś/byłeś tu poprzez Lubię to :)


4 komentarze:

  1. Muszę przyznać, że cały wpis przeczytałam jednym tchem! Ależ interesujące praktyki miałaś okazję odbyć. Muszę przyznać, że jestem naprawdę zaskoczona jak mili ludzie tam pracują, że Pan Ambasador aż przeją się czy Cię nie uraził ;)
    Fajna sprawa takie praktyki, jestem też ciekawa tej części na temat dress code'u - niby błaha rzecz a w sumie jaka istotna :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dress code to 50% udanych negocjacji, rozmów i innych ustaleń w dyplomacji :) Cieszę się, że artykuł Ci się podobał! Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki za wpis, przeczytałam z ogromnym zaciekawieniem! :) Jutro wyślę swoje zgłoszenie, oby się udało:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń